Studia w Polsce

Nie wierz ślepo w studia

Pisałem dużo o studiach, napiszę tutaj krótko bo to temat na oddzielną notkę – polskie studia sa do dupy. Wiem, że teraz uraziłem wiele osób, ale niestety takie mam zdanie. Oczywiście to spora generalizacja, jest ileś świetnych kierunków, sa takie zawody gdzie studia trzeba skończyć, jest ileś dobrych uczelni. Ale generalnie studia to żadna gwarancja sukcesu. To w większości albo państwowe kuźnie teorii (w której wykładowcy stracili kontakt z rzeczywistością i żyją w świecie nauki), albo prywatne fabryki do zarabiania kasy, które przepuszczają wszystkich aby tylko zgarniać czesne. Srsly, skoro dziś MBA można robić w jakims Zapizdówku Dolnym, w uczelni przypominającej barak, to ja nie mam pytań.

MOŻNA ze studiów wyciągnąć sporo wiedzy, ale trzeba się bardzo mocno do tego przyłożyć. Przejście przez studia na luzie nie da nic oprócz papieru zwanego Możesz Gówno Robić. Brutalne , ale prawdziwe. Niestety aby przejsć przez większość uczelni będziesz musiał nauczyć się żyć w systemie feudalnym (dziekanatokracja), ja niestety nie dałem rady i się poddałem.

Nie wierz w nie ślepo, bo w iluś branżach (jak choćby praca w reklamie, czy fotografia) uczelnia wyższa wcale nie jest konieczna.

Reblog z Co chcesz robić w życiuMichał Górecki

Tak bardzo zgadzam sie z ta opinią i to dokładnie to, czego ja sama doświadczyłam i na co nie tylko ja się skarżę.

Naprawdę bardzo się cieszę z to, że zostalam przyjęta do Umeå University i mam nadzieję, że jednak tam się czegoś bardziej przydatnego nauczę.

Advertisements

Moja pierwsza szwedzka książka

Szwedzki zaczął mi się podobać. To jest naprawdę niesamowite, w porównaniu do tego jak tego języka nie lubiłam na początku. Może dlatego, że lubię trudne języki, i niewątpliwie szwedzki się do nich zalicza. Dlatego też mam dziwnego kopa do szwedzkiego ostatnio, plus oczywiście z powodu przygotowania do egzaminów również. Ustny nadal przede mną. Tak więc wczoraj, po moim pisemnym egzaminie (i siedzeniu na uczelni w ramach pomocy innym z networkami) obejrzeliśmy Stalowego Giganta i Jak wytresować smoka po szwedzku! Szwedzkie audio + polski napisy, bo polski dubbing/napisy do kreskówek są świetne! I faktycznie byłam nawet w stanie zrozumieć filmy, bardziej niż ludzi, których słyszę na co dzień przynajmniej…

Oprócz tego Alexander (u którego oglądaliśmy filmy) znalazł jakieś swoje książki/komiksy, w większości stare, ale okazało się, ze była tam całkiem ciekawa książka, której tytuł przetłumaczył na angielski jako Swedish Brag Book, czyli przechwałki Szwedów w czym są najlepsi. Nawet nie tyle, że mnie to interesuje, co książka napisana jest w zabawny sposób, i nie ma konkretnych rozdziałów itd, tylko paragrafy po max pół strony odnośnie wybranych faktów/przechwałek. Przeczytałam kawałek i rozumiałam, bardzo podobne teksty do tych co były w naszym podręczniku. Mam nadzieję, przeczytać całą książkę :) Tylko, że oczywiście nie teraz bo mam inne rzeczy na głowie, i egzaminy się zbliżają i może po trochu każdego dnia, i do końca czerwca powinno mi się udać chyba..

ACTA, SOPA, PIPA i największy strajk w historii internetu

Nawet nie wiem od czego zacząć pisać. Pisze to tu, ponieważ wiem, że ten blog ma niewątpliwie najwyższe czytelnictwo ze wszystkich moich internetowych zakątków.

Ostatnie dni minęły pod znakiem STOP SOPA, STOP PIPA, STOP ACTA. Wierzyć mi się nie chce w to co się dzieje. Walczyłam z ustawami SOPA PIPA jak tylko mogłam spoza terenu USA. Następnego dnia od jednej z organizacji aktywistycznej przeciwko SOPA PIPA dostałam maila mówiącym o sukcesie strajków i odwołaniu ustaw na czas nieokreślony na 3 dni przed oficjalnym głosowaniem:

A big hurrah to you!!!!! We’ve won for now — SOPA and PIPA were dropped by Congress today — the votes we’ve been scrambling to mobilize against have been cancelled.

The largest online protest in history has fundamentally changed the game.  You were heard.

On January 18th, 13 million of us took the time to tell Congress to protect free speech rights on the internet. Hundreds of millions, maybe a billion, people all around the world saw what we did on Wednesday.

(Tiffiniy Cheng from fightforthefuture.org)

Tego samego dnia dowiedziałam się o istnieniu ACTA, zagrażającego Polsce. Miły odpoczynek. Coś na zasadzie “mam dobra i złą wiadomość, którą chcesz usłyszeć pierwszą?”. W tym przypadku pierwsza była dobra, odetchnęłam z ulgą, by zostać przygnieciona przez złą.

Fakt, SOPA PIPA były znacznie gorsze, naruszające strukturę Internetu z znacznie większej mierze niż robi to ACTA, nie zmienia to jednak faktu, że żadna z ustaw nie jest rozwiązaniem!!! Amerykanie mają obsesję na punkcie praw autorskich, ot co. SOPA, PIPA, ACTA, wszystko to samo.

Nikt nie pomyśli o tym jak bardzo Internet przyczynia się rozpowszechnienia informacji służącej dobremu celowi. Najbardziej kontrowersyjnym jest Wikipedia – darmowa wiedza, tworzona przez ludzi od lat na bazie literatury objętej prawami autorskimi. OMG no! I co teraz?! O mój Boże, jestem kryminalistą korzystając z Wikipedii! Teraz weźmy oczywisty przykład nielegalnego ściągania muzyki czy filmów z internetu. Oczywiste, nie? Nielegalne od zawsze, więc czemu nie podjąć konkretnych kroków i skończyć z tym raz i na zawsze? Po pierwsze dlatego, ze to nic nie da. Zamykajcie i likwidujcie strony jak MegaUpload, RapidShare, to tylko wzmocni sieć torrentów, z której i tak wolę korzystać. Pewnie część osób się wystraszy, ale reszta dostanie, powstaną nowe sposoby ochrony IP w sieciach p2p i inne “tajne” kanały przekazu nielegalnych treści. Po drugie, czy ktoś kiedykolwiek pomyślał w swoim małym móżdżku nastawionym tylko na zbijanie milionów za filmy tudzież sprzedaż albumów (muzyków, którzy nie dostają nawet 50% ze sprzedaży tego co stworzyli), że właśne ta jakże nielegalna i niedobra sieć również sprawia, ze ludzie kupują te rzeczy? Nie każdy będzie chodzić na każdy najnowszy film do kina, a później kupować go na DVD. Nie każdy film jest warty chodzenia do kina i jeszcze mniej kupna go. Poza tym, musielibyśmy mieć społeczeństwo nierobów, żeby każdy miał czas na oglądanie każdego najnowszego filmu. Dzięki temu, że ściągnęłam pewne filmy nielegalnie z sieci, postanowiłam później je kupić. Dzięki temu że ściągam ogromne ilości muzyki moja kolekcja płyt CD rośnie, bo wiem co kupuję, i wiem, że nie wyrzucam pieniędzy. Dzięki temu poznaję zespoły, o których w inny sposób bym nie usłyszała, bo ich płyt nie znajdzie się na półkach sklepowych w Polsce i kupuję ich płyty, a jakże. Gdybym nie mogła odsłuchać płyt przed kupnem, nie miałabym nawet połowy z nich, bo cokolwiek kiedyś kupiłam w ciemno nie skończyło się dobrze, dlatego nie kupuję w ciemno. Minutowe previewy piosenek na iTunsie są pewnym pomysłem, ale na pewno nie do końca satysfakcjonującym. Na pewno nie kupie pełnego albumu nieznanego artysty za €10, bazując na minutowych odsłuchach piosenek. Owszem, są inne metody prawdopodobnie, ale wszyscy jesteśmy leniwi i wolimy załatwić wszystko kilkoma klikami niż biegać po całym mieście, szukając tych metod. Tak samo ma się sytuacja z filmami, nie pójdę na wszystko do kina, i nie kupię w ciemno filmu – obejrzę go nielegalnie, a później kupię jak mi się podobał. Przykro mi tylko, że większość ludzi woli mieć wszystko za darmo i temu się sprzeciwiam. A co z wydaniami niedostępnymi w Polsce czy znanych mi sklepach? Chcę mieć, a nie mogę bo nie mogę znaleźć albo cena jest tak wysoka, że aż śmieszna?

Ale wracając do ACTA, dzięki za zepsucie mi niedzielnego popołudnia. Do 15 siedziałam sobie spokojnie czytając książkę, dopóki nie włączyłam kompa i koszmar SOPA PIPA ACTA zaczął znów od początku. Ustawa jest omawiana od 2007(!) roku tajnie. Jakim prawem?! Tyle dobrego odnośnie SOPA PIPA, że od razu pojawiły się w mediach, ze od razu ludzie mogli zacząć z nimi walczyć. My natomiast dowiadujemy się o istnieniu ACTA, na 6 dni (!) przed uchwaleniem!! Jakim prawem?! Wracamy do historii? Do cenzury? Do ograniczenia wolności słowa? Do tajnych organizacji konspiracyjnych? A przede wszystkim do konspirującego rządu. Polskie strony rządu padły pod wpływem DDoS, ale oni i tak mają klapki na oczach. Cały internet buzuje. Petycje, strony na facebooku, wszystko kipi. Media nawet zauważają zjednoczony strajk internautów. Może nie jest on tak zorganizowany i dobrze przeprowadzony jak ten przeciwko SOPA PIPA, ale jest, i media go widzą! Rząd USA posłuchał ludzi, co zrobi rzad RP? Narzuci na nas ponownie cenzurę, spod której nie aż tak dawno temu się wyzwoliliśmy? Śmiech na sali, banda hipokrytów i idiotów z zawiązanymi oczami, starających się wszystko zrobić w białych rękawiczkach, mówiąc że to zmiany na lepsze. Ciekawe dla kogo, bo na pewno nie dla przeciętnych obywateli, a takich właśnie jest najwięcej. I sorry, ale myślę, że są ważniejsze kwestie niż piractwo w sieci, bo ono i tak nigdy nie zniknie, a stanie się jeszcze gorsze i trudniej wykrywalne.

Na zakończenie: bring it on! Wrzućcie mnie do więzienia za to wszystko co do tej pory ściągnęłam, i nie zamierzam przestać! Tylko poproszę celę razem z moimi przyjaciółmi i znajomymi, będziemy razem śpiewać piosenki objęte prawami autorskimi przedłużając wyrok na dożywocie, bez uczciwego procesu! Come on! Bring it on! Nie zmienię swojego stanowiska i będę walczyć za mój wolny Internet, jak tylko mogę!

Podpisanie uchwały ACTA ma się odbyć 26 stycznia (czwartek) w Tokio. Poproszę ten ostatni Tupolew co został.

Po powrocie do Szwecji…

Powrót nastąpił 10 stycznia 2012. Nie obyło się bez regularnych komplikacji oczywiście. Na samym początku w pociągu do Gdańska uświadomiłam sobie, ze tak dokładnie pakowałam plecak, zeby niczego nie zostawić, ze zapomniałam… kabla do laptopa. Na lotnisku w Gdańsku nawet nie byłam pewna, czy dotrę tego dnia do Szwecji, ale na szczęście po 2.5 godzinach opóźnienia samolot w końcu się pojawił, i kiedy tylko wszyscy pasażerowie pojawili się na pokładzie od razu odleciał. Dlatego zamiast planowanego przyjazdu do Linköping o 16, dotarłam tu o 18.

Na lotnisku spotkałam się z (czekającą na mnie ponad 5 godzin…) Agnieszką, która przyleciała na poprawki egzaminów i jako że nie miała już mieszkania powiedziałam jej, że może zostać ze mną bo i tak przez tydzień mieszkałabym sama w naszym dużym mieszkaniu. Od razu po wejściu do domu trzeba było jechać na zakupy, które zajęły nam ponad 2 godziny i wróciłyśmy po 21, żeby w końcu mieć z czego ugotować obiad. Na szybko wrzuciłyśmy kluski z sosem pieczarkowym, a ja jeszcze w międzyczasie przejechałam się do Rydu po listwę kontaktową za 15 kr (jak się okazało nawet z guzikiem!) i musiałam czekać 25 min aż kolejny autobus w końcu przyjedzie (nie ubrałam się zbyt ciepło… i dla zabicia czasu chodziłam w tę i z powrotem miedzy kolejnymi przystankami), absolutnie nie chciało mi się iść na pieszo.

Tak tez minął pierwszy dzień, drugi przespałam znów niemalże do południa, a później trzeba się było uczyć na egzamin następnego dnia. Zarówno ja jak i Agnieszka miałyśmy coś, więc siedziałyśmy cicho i się uczyłyśmy nawzajem się motywując do nauki. Nie uczyłam się zbytnio w Polsce, mimo planów, więc tutaj chciałam się naprawdę przyłożyć tego ostatniego dnia. Nie przerobiłam całego materiału ale wydaje mi się, że mogę mieć wystarczająco punktów na zdanie. Na egzamin nie przyszedł za to mój labmate, więc stwierdziłam, że poddał się z przedmiotem i jeżeli chcę jeszcze się jakoś uratować muszę coś szybko zrobić, żeby zaliczyć laby, bo tego samego dnia co egzamin był absolutny nieprzekraczalny deadline na oddanie brakujących zadań. Egzamin był od 8 do 12, po powrocie do domu zjadłyśmy obiad i ja poszłam spać a Agnieszka uczyła się na kolejny egzamin. Po pobudce okazało się, że coś do mnie przyszło, licząc na to, ze to Fella poleciałam na pocztę, żeby dostać… mój zapomniany kabel! Koło 18 i stwierdziłam, ze trzeba działać. O 22 pędziłam na uniwersytet z gotowym raportem, mając nadzieję, że drzwi nie będą zamknięte na amen. Na szczęscie nie były, ale… okazało się, ze nie pomyślałam o wzięciu długopisu, żeby wypełnić formularz…….. Desperacko miałam nadzieję, że w jakimś budynku jeszcze są ludzie i ktoś mi pożyczy, bo nie chcę się wracać cała drogę tylko po długopis. Jak to mi mama zawsze powtarza “wiecej szczęscia niż rozumu”, tak więc ludzi znalazłam, podpisałam i wrzuciłam do postboxa.

Reszta tygodnia dla mnie minęła już raczej spokojnie. Tylko starałam się Agnieszkę wykopywać do nauki do jej ostatniego egzaminu, w poniedziałek tuż przed jej odlotem do Polski. Mieszkało nam się niesamowicie dobrze, co prawda czas nie pozwolił nam grać tyle ile chciałyśmy, ale zagrałam w dema kilku ciekawych gier na Steamie u Agnieszki na kompie. I jakkolwiek podobał mi się Overlord II ze względu na zabijanie króliczków i foczek dla orbów życia nigdy więcej nie zagram w tą grę. (Za to Mini Ninjas jest genialne, ciekawa grafika i możliwość wchodzenia w ciało zwierzątka i poruszanie się lisem, króliczkiem albo szopem niesamowicie mi się podobało. Wiem, ze to będzie kolejna gra do kupienia na xboxa.) Przedostatniej nocy w ramach obczajania demówek gier na steamie ściągnęłam Zombie Bowl-o-Rama, co zakończyło się kupieniem pełnej wersji za… $2.09 i granie w zbijanie zombie-kręgli do godziny 3 w nocy… A następnego dnia wykład na 8 a później wycieczka do Norrköping z Agnieszką, w celu obejrzenia muzeum pracy i sprawdzenia gdzie następnego dnia mam zajęcia. Weszłyśmy później jeszcze do New Yorkera, który mnie bardzo zaskoczył swoja obecnością w Szwecji. Kupiłam sobie szalik w renifery za 35 kr i potwornie drugi tshirt, który po prostu musiałam mieć, a wiem, że w Polsce nie ma tej firmy dostępnej….

(foto)

Po powrocie z Norrköping moi współlokatorzy byli w już komplecie (Tony wrócił w niedzielę, czym mnie bardzo zaskoczył). Agnieszka wylatywała o 8, ale ostatni pasujący autobus lotniskowy odjeżdżał stąd o 4, dlatego po 3 musiała wyjść z domu, żeby na pieszo tam dojść, bo tutaj nie ma autobusów kursujących w nocy poza weekendami. Stwierdziła, że nie ma sensu iść spać (z czym się właściwie zgadzam), w normalnych warunkach bym się zgodziła, ale nie po 2.5 godzinach snu w nocy i monstrualnym następnym dniem. Niemniej jednak musiałam oczywiście dotrzymać towarzystwa Agnieszce. Upiekłyśmy tej nocy 2 ciasta i ciasteczka… Agnieszka zrobiła szarlotkę, ja miałam zrobić ciasto jakieś dla chłopaków za pomoc z transportem telewizora, do czego potrzebowałam pomocy Agnieszki. No i jeszcze szwedzkie peperkakor, które obiecałam sobie dawno i z Agnieszką umówiłyśmy się, ze je zrobimy a wcześniej jakoś tak czasu nam zabrakło. O 3:20 poszłam odprowadzić Agnieszkę przez las i w końcu mogłam pójść spać na całe 3 godziny… Następnego dnia wróciłam z zajęć po 17, zjadłam resztkę pizzy, umyłam głowę i od 18 przespałam do 8 rano następnego dnia…

Tak więc dużo się działo przez ten pierwszy tydzień. Ciekawie było. Zrobiłyśmy piernik (który wyszedł jak ciasto czekoladowe mimo że z saszetki), muffinki, tartę z brokułami, pizzę i inne. Grałyśmy w różne gry do nocy. Mieszkało nam się super, ale gdyby tak było na dłuższą metę byśmy się dorobiły niesamowitego braku snu… Za każdym razem jak wracałam do domu jakoś mi tak było dziwnie bo błam przyzwyczajona że zawsze ktoś siedział w kuchni, a Agnieszka za to upodobała sobie moją kanapę (lol), więc albo musiałyśmy się pomieścić we 2 i sobie nie przeszkadzać albo ja się wynosiłam na fotel bo ona się musiała uczyć, więc odstępowałam jej miejsce.

Teraz zostało mi już tylko odliczanie dni do czasu kiedy w końcu mogę się przeprowadzić. Byłam w weekend na imprezie pożegnalnej Mahiro, w Rydzie i potwornie napaliłam się na mieszkanie tam, przede wszystkim blisko wszędzie, cokolwiek się dzieje, dzieje się w Rydzie, i ten dojazd tam w nocy jest potwornie upierdliwy. Plus te pokoje są naprawdę duże. Już tak nie mogę się doczekać!! Jeszcze 1.5 tygodnia.

 

PS. Laby z networków zaliczone. Wyników z examu jeszcze nie ma. Ale z zaliczonymi labami do examu mogę jeszcze w kwietniu i sierpniu podchodzić, więc jakoś to będzie. I tak w kwietniu chcę poprawiać Internetworking, więc i tak będę się uczyć networków.